Kto szuka, ten znajdzie:

wtorek, 2 sierpnia 2016

Świadomość świata

Naszło mnie ostatnio na rozmyślanie na temat różnorodności świata. Jak bardzo różnimy się od siebie? Jakie możemy przyjąć kryteria podziału? Czy jesteśmy świadomi tego, jak żyją inni ludzie, którzy często tak jak my mają swoje słabości, pragnienia i plany?

W tym poście chciałam podzielić się z Wami moimi przemyśleniami dotyczącymi Światowych Dni Młodzieży. Dla niedoinformowanych wspomnę, że przed wyjazdem do Krakowa młodzież z całego świata zatrzymywała się w domach Polaków. Macie przyjemność, lub nieprzyjemność (niepotrzebne skreślić) czytać o doświadczeniach jednego z nich. Czas i miejsce pobytu pielgrzymów zależał od wielu czynników, do mojego miasta przyjechali ludzie ze Stanów Zjednoczonych, Czadu, Islandii i Rosji, a przebywali w nim sześć dni. Każda narodowość była inna, specyficzna, na swój sposób wyjątkowa. Miała swoje własne światy te setki kilometrów stąd, a w Krakowie łączyła ją z nami tylko wiara w tego samego Boga.

Dla przykładu opowiem Wam historię, jaką opowiedział mi jeden mężczyzna zamieszkujący Islandię. Na tej wyspie około 70% ludności wierzy w istnienie elfów. Podczas budowy drogi, jedna z maszyn się zepsuła w okolicy skupiska kamieni. Każdy od razu założył, że mieszkają w nich elfy, którym nie podoba się budowa drogi i zniszczenie ich domu. Problem rozwiązał wynajęty i opłacany przez państwo specjalny dyplomata, który, po 3 miesiącach konwersacji z kamieniami, doszedł do kompromisu z tymi małymi istotami. Droga mogła zostać wybudowana, ale dookoła kamieni powstało rondo. Być może to wina moich znajomości, które dla niektórych mogą zajmować zaledwie jedną stronę książki telefonicznej, ale nigdy nie spotkałam osoby wierzącej w elfy.

Warto też wspomnieć o ciemnoskórej młodzieży z Czadu, która zdołała przyjechać do Polski dzięki organizowanej zbiórce pieniężnej ,,Poświęć kilometr". Przyjechać to mało powiedziane. Aby dostać się na ŚDM musieli iść 2 dni, przemierzyć rzekę, przejechać 600 km samochodem, czekać 3 dni na samolot, przelecieć nim najpierw do Paryża, następnie do Polski, po czym po tygodniu zwiedzania, dotarli do mojego miasta. Dla wielu z nas, tak zwanych polaczków-cebulaczków, przelot z przesiadką byłby wystarczającym powodem do rezygnacji. Ci ludzie zderzyli się z cywilizacją. Toalety? To był szok, że coś takiego istnieje. Samo przekonanie ich, że nie można załatwiać swoich potrzeb fizjologicznych gdzie popadnie było ciężkie. Nasze tempo życia było dla nich nie do wytrzymania, często w środku dnia ucinali sobie drzemkę, lub byli wywożeni na łono natury, aby odpocząć. Niektórzy mieli okazję pierwszy raz w życiu przejechać się rowerem. Ile razy my narzekamy na to, że nasze rowery są gorsze niż innych, bez zastanowienia, że niektórzy nawet nigdy nie mieli okazji ich zobaczyć?

Poznanie tak wielu różnych narodowości uświadomiło mnie, jak bardzo jestem nieświadoma. Jak często jesteśmy ślepi na różnorodność naszego świata? Przy takim zetknięciu możemy się zorientować, że świat nie kończy się na naszym mieście, kraju ani kontynencie. Jest o wiele więcej fantastycznych ludzi i narodowości poza naszą bezpieczną bańką mydlaną nazywaną strefą komfortu. Każdy naród ma swoje zalety, wady, absurdy i etykiety, swoje prawo i rządy, swoje religie i wierzenia.

Jedyne co możemy zrobić, to lepiej je poznać.